Holistyczna agencja detektywistyczna Dirka Gently’ego

Holistyczna agencja detektywistyczna Dirka Gently’ego to ekranizacja powieści Duglasa Adamsa o tym samym tytule. Osobiście nie miałam przyjemności zapoznać się z książkowym pierwowzorem, ale nie omieszkam. Może jest na sali ktoś, kto wypowie się o serii książek? HDG, jak będę ją od teraz nazywać, to produkcja stosunkowo nowa, bo wypuszczona w 2016 roku i z jakiegoś powodu niezbyt popularna w nadwiślańskiej krainie. Zaryzykuję stwierdzeniem, że poza starymi wyjadaczami, maniakami serialowymi i bardziej ciekawskimi użytkownikami Netflixa nikt o niej nie słyszał. A szkoda, bo jak jest napisane Dirk Gently, to jest o czym.

Nie ukrywa się w końcu, że mamy tu do czynienia z rasowym serialem dla stereotypowych nerdów. Ale jednocześnie z serialem dobrym na kilku różnych poziomach i zdatnym do oglądania nie tylko przez tych, co moczą się w nocy na myśl, że mogliby skasować kolejny sezon Doctora Who. Porównanie celowe, bo w obu tytułach można się załapać na przejażdżkę wehikułem czasu i oba nie raz człowieka zaskoczą okropnymi efektami specjalnymi oraz mocno umownym absurdalnym światem. To drugie wcale nie jest wadą, bo o podróżach w czasie na poważnie mówić się nie da. W HDG uświadczymy więc trochę slapsticku i komizmu słownego, rysowane grubą krechą postacie i sporą dawkę emocji, które nie pozwolą oderwać się od ekranu przez bite osiem godzin.

Dirk Gently i jego holistyczna agencja

Ta skromna, ale jakże oryginalna komedia kryminalna w klimatach S-F, będąca koprodukcja BBC America i Netflixa, nie jest pierwszą próbą zekranizowania serii powieści Douglasa Adamsa. Dla nieuświadomionych, to ten pan, który dał światu Autostopem przez galaktykę. W roku 2010 BBC ruszyło z serialem Dirk Gently. Wtedy w rolę rolę tytułowego koleżki wcielił się Stephen Mangan, za pomocnika mając Darrena Boyda. Wygląda, że nie był to udany projekt, bo poza pilotem wyemitowano jeszcze trzy odcinki.

Stylistycznie HDG (2016) i Dirk Gently (2010) są z dwóch różnych światów. Najnowszej odsłonie przygód ekscentrycznego detektywa wyszło to na dobre, bo nowoczesna i zamerykanizowana wersja pasuje jak ulał do serialu, który co i rusz puszcza do widza oczko. Zamiast stylizowania go na typowy kryminał (ah, te prochowce i krawaty!) wciąga się ludziom na tyłki podarte spodnie, każe naciągnąć t-shirt z logiem hipsterskiej kapeli i wysyła w miasto w sportowym samochodzie.

W tytułowej roli zobaczymy przeuroczego Samuela Barnetta, którego mimika i gra ciałem jest po prostu fenomenalna. Scena ze scyzorykiem kupiła mnie od razu. Proszę, czy ktoś mógłby zrobić z tego gifa? Po naszym prezydencie to chyba jedyna tak memiczna facjata, jaką widziałam w telewizji. Dirk Gently Barnetta jako bohater przypomina nieco połączenie Sherlocka Holmesa i Sheldona Coopera. Macha tymi niezdarnymi łapami na lewo i prawo, wygadując te swoje hipotezy odnośnie zbrodni i wpada w coraz to większe kłopoty.

Co więc wyróżnia go na tle innych serialowych śledczych i geniuszy z defektami? Dirk Gently nie jest pierwszym lepszym dziwakiem i byle jakim detektywem, to holistyczny detektyw. Taki, który ma swoich holistycznych wrogów i holistycznych przyjaciół, a także holistyczną sprawę do rozwiązania. Ta holistyczność objawia się tym, że wszystko wokół Dirka, i nie tylko, jest ze sobą połączone. Dosłownie. Jedyne, co należy zrobić, to dojść po sznurku do kłębka. I tak, słowo holistyczny pada w serialu wyjątkowo często.

Szybkie wehikuły czasu

Jak przystało na zacny archetyp uwielbianego przez popkulturę śledczego Dirk ma swojego pomocnika. A raczej najprawdziwszego sidekicka i kilku innych drugoplanowych znajomych, których poznajemy w miarę rozwijania się fabuły. To jednak nie z perspektywy Dirka prowadzona jest narracja. Przynajmniej nie przez pierwszą połowę. Jest to coś na kształt origin story, tylko zamiast przyszłego superbohatera mamy przyszłego podróżnika w czasie, Todda Brotzmana.

W jego rolę wciela się kastingowe bingo, czyli Elijah Wood, który pewnego pięknego dnia przychodzi do znienawidzonej pracy w hotelu i gardząc swym do bólu prozaicznym, pechowym żywotem odkrywa, że robienie za boya hotelowego wcale nie jest tym, do czego został stworzony. Żeby tak się stało potrzebny nam wstrząs, a jak wiadomo nie ma lepszego motoru napędowego fabuły i zmian w życiu bohatera, jak tylko makabryczne morderstwo.

Tak więc Todd wplątuje się w tajemniczą zbrodnie, a dwóch ciapowatych, ale dających się lubić gliniarzy, uznaje go za osobnika wysoce podejrzanego i wszczyna śledztwo. Do całkowitej katastrofy brakuje już tylko ubranego w żółtą kurtkę dziwaka, który jak gdyby nigdy nic wchodzi mu oknem do mieszkania. Cóż, Dirk Gently nie jest najlepszy w normalność, ale ma chłopak charyzmę. W dodatku ściga go holistyczna morderczyni, w tej fenomenalnej roli Fiona Dourif, a banda świrniętych, obserwowanych przez wojsko parapsychicznych punków z jakiegoś powodu uwzięła się na detektywa. Czy istnieje lepszy materiał na najlepszego kumpla dla Todda?

Burzliwe relacje między Toddem, a Dirkiem stanowią trzon fabuły. Są także podstawą licznych comic reliefów. Mamy tu klasyczną sytuację odjazdowego, trudnego w obejściu detektywa i jego konfliktu z o wiele bardziej zwyczajnym najlepszym przyjacielem i pomocnikiem w jednym. Są więc rozstania, powroty, przekrzykiwanie się, wojna interesów, kłamstwa i kłamstewka oraz walące się na łeb, na szyję życie rodzinne Todda. Schemat znany i kochany. Jednak w tym przypadku także uzupełniony. O nadprzyrodzone zjawiska. Bardzo nadprzyrodzone, bo związane z naukowymi eksperymentami i tajnymi rządowymi operacjami wojskowymi. Do tego wokół pary bohaterów zaczyna pojawiać się podejrzanie dużo krwi, flaków, broni palnej wszelkiego rodzaju i z jakiegoś powodu ciągle trafiają na uroczego corgiego imieniem Raszpunka. Brzmi interesująco? To dopiero początek. Dirk Gently jest jak magnez na zbiry, szalonych naukowców, duchy i XIX-wiecznych wynalazców.

Fajowskie kurtki

Nie mogę nie wspomnieć o żółtej kurtce, która jest niemal osobny bohaterem serialu. No dobra, przesadzam. Ale naprawdę ją polubiłam. Kiedy Dirk zmienia odzienie na zielone, to serial traci. Nie tylko z powodu koloru ubrań oczywiście. Po emocjonującym i pełnym mnożących się wątków początku przychodzi czas, żeby odpowiedzieć przynajmniej na najbardziej naglące pytania. Tu wchodzi ekspozycja. W dialogach jest jej naprawdę dużo i rozumiem skąd ten zabieg, ponieważ niechronologiczność fabuły, podróże w czasie i szkatułkowa budowa sprawiają, że widzowi łatwo jest się pogubić.

Osobiście nie potrzebowałam aż takiej ilości wyjaśnień, ale jeżeli ktoś nie obejrzy całości w krótkim odstępie czasu i nie skupi się na szczegółach może poczuć się przytłoczony. W dodatku główny antagonista nie okazał się tak ciekawy, jak się zapowiadało. Nie pomaga także dziwność niektórych rozwiązań fabularnych oraz sposób rozwijania wątków. W pewnym momencie było ich najzwyczajniej za dużo i tak skupiona do tej pory TheMolka zaczęła się nudzić.

Ostatecznie wałkowana nieustannie holistyczność spełnia się w mało satysfakcjonującym finale. Bohaterowie, których losy śledzimy oddzielnie, spotykają się i razem próbują stawić czoła złym kolesiom. Holistyczna agencja detektywistyczna Dirka Gentley’ego to serial w którym absurd fabuły nie razi. Wręcz przeciwnie, wiemy że tak miało być, że pewne chwyty z kryminałów i popkulturowe mity zostaną wyśmiane. Otwarte zakończenie pierwszego sezonu jasno wskazuje, że przygoda z Toddem, Dirkiem i ich przyjaciółmi jeszcze się nie kończy. Ba! Tytułowa agencja detektywistyczna dopiero rodzi się w bólach. A kilkanaście ostatnich minut ósmego odcinka nie daje wyczekiwanych odpowiedzi, wręcz przeciwnie. Stawia przed widzem nowe pytania. Tak moi mili, cliffhanger.

Podsumowanie

Na rynku zdecydowanie brakowało serialu, który przejąłby pałeczkę ciekawie zrealizowanej, niesztampowej produkcji rozrywkowej nastawionej na ambitniejszego odbiorcę. Brakowało luźnego, wypełnionego humorem S-F, które na jakimś etapie nie wetknęłoby sobie kija w tyłek i jednocześnie nie zaczęło obrażać inteligencji odbiorcy. Brakowało tak memogennych, ikonogennych i po prostu fajnych bohaterów. Brakowało corgich, wehikułów czasu i fajowskich kurtek. Osobiście nie mogę się już doczekać aż położę łapy na książkach i drugim sezonie, bo holistycznych sprawy muszą zostać rozwiązane, a ja za żadne skarby nie odpuszczę sobie jeszcze jednego wieczoru z paplającym bez końca Dirkiem Gentlym.

  • Ostatnio skończyłem oglądać,,Holistyczną agencję…” i muszę przyznać, że to jeden z najbardziej oryginalnych seriali, jakie kiedykolwiek miałem okazję obejrzeć. Tony absurdu i dziwnych efektów specjalnych sprawiły, że chciałem poznać zakończenie. Chciałem, żeby twórcy wyjaśnili mi te wszystkie dziwne rzeczy, które działy się na ekranie. Zakończenie rzeczywiście jest mało satysfakcjonujące. I tak najlepiej oglądało mi się początkowe odcinki. Niektóre postacie zapamiętam naprawdę na długo. Kogo nie zachwycił kot – zabójca, niech pierwszy rzuci kamieniem! Już nie mogę się doczekać drugiego sezonu ;D

    • Ja tak samo, szkoda, że nie zapowiada się, żeby prędko go skończyli, a i serial też nie zdobył specjalnej popularności, więc drugi sezon może stać pod znakiem zapytania