13 powodów, czyli pułapka teen dram

Samobójstwo to nośny temat. Budzi wiele skrajnych emocji i co za tym idzie przyciąga uwagę. Z serialem, który o tragicznej śmierci opowiada nie mogło być inaczej, szczególnie jeśli na odebranie sobie życia decyduje się osoba młoda. Jest to również temat na tyle ciężki i skomplikowany, że mało jakiej produkcji udaje się odpowiednio do rzeczy podejść. Czego zwykle brakuje? Finezji, wrażliwości, a może wręcz przeciwnie szczerości i dosłowności. Konsekwencją tego nie ma wielu tytułów, które chcą podejść do tematu w sposób mogący zainteresować młodych i oczekujących czegoś „lżejszego”.

13 powodów znalazło więc pewną niszę, która niemal błagała o wypełnienie contentem, bez względu jak kontrowersyjny by nie był. Do sukcesu brakowało już tylko odpowiedniej jakości, a nie było chyba lepszego kandydata do spełniania oczekiwań, niż hashtagogenny i ceniony Netflix. W ten sposób wilk się nasycił, a i owce otrzymały finalny produkt, który, jak rzadko w przypadku teen dram bywa, docenili nawet krytycy. Czemu więc nie zgodzić się z opiniami na Rotten Tomatoes i nie zamknąć gęby, przyznając po prostu 13 powodom te zasłużonych osiem gwiazdek? Ano dlatego, że to serial na osiem gwiazdek nie jest i za razem to jak najbardziej jest serial na osiem gwiazdek. Już tłumaczę jak to możliwe, a dla uproszczenia rozłożę serial na dwie nie koniecznie pasujące do siebie części.

Część #1: odcinki od pierwszego do ósmego

O czym jest 13 powodów na osiem gwiazdek? W skrócie to historia Claya Jensena, w tej roli fenomenalny Dylan Minette, któremu przekazane zostało trzynaście kaset i to nie byle jakich, bo z nagraniami głosu Hannah Baker, w tej roli ujmująca Katherine Langford. Co jest na kasetach? Ano tytułowe powody, przez które inteligentna, ładna i z pozoru lubiana dziewczyna postanowiła odebrać sobie życie.

Tutaj pojawia się pierwszy pozytywny aspekt: wykonanie, a konkretnie kompozycja. Odcinki podzielone zostały na kasety i strony, na których znajdują się nagrania. Widz może razem z głównym bohaterem Clayem, śledzić kolejne wypadki z życia Hannah. W serialu występują dwie linie fabularne, czas przed i po śmierci dziewczyny. Stylistycznie przypomina to typowe flashbacki. W dodatku takie, których wyczekujemy z napięciem, bo popychają akcję do przodu i podrzucają kolejne fragmenty układanki. Zdarzają się momenty, w których sceny z przeszłości dosłownie przechodzą jedna w drugą i linia czasowa zmienia się z ujęcia na ujęcie. Zważywszy na fakt, że większość scen rozgrywa się w tych samych lub podobnych pomieszczeniach łatwo byłoby się pogubić. Twórcy świetnie z tego wybrnęli.

W jednym z początkowych epizodów Clay ma mały wypadek i przez resztę odcinków czoło zdobi mu pokaźna rana lub zakrywający ją plaster. Dzięki temu wiadomo, który Clay jest teraźniejszym, a który przeszłym. Wrażenie robi także narracja Hannah, towarzysząca głównemu bohaterowi po każdym wciśnięciu play. W ten sposób przedstawione wspomnienia obserwujemy z dwóch perspektyw: tego, jak daną rzecz odbierał Clay i to, jak widziała ją Hannah. Dobrze ukazuje to relatywność rozmaitych przeżyć oraz tego, jak różne osoby często sprzecznie odbierają tę same wydarzenia. A także, co bardzo ważne dla fabuły, że prawda wcale nie jest taka oczywista. Bo problem z nią jest taki, że zwykle leży pośrodku. Co jednak jeśli nie możemy sobie pozwolić na neutralność i trzeba opowiedzieć się po którejś ze stron?

Przed takim pytaniem zostaje postawiony Clay. Tego zwyczajnego, wycofanego chłopaka poznajemy już po śmierci Hannah. Okazuje się, że on wraz z grupką pozostałych uczniów znajduje się na kasetach. W wyniku tego zmuszony jest skonfrontować się z „winnymi” i zdecydować, czy razem z nimi wybierze milczenie, czy może weźmie sprawy w swoje ręce. Padają więc pytania: „Kto ma rację? Komu wierzyć: zmarłej koleżance, sobie, czy znajomym ze szkoły?”. Bo i jak odnieść się do ludzi, których niestabilna emocjonalnie osoba oskarża o masę naprawdę paskudnych rzeczy? Na tym zresztą oparto całą intrygę obecną w serialu.

Do tego momentu 13 powodów jest o znęcaniu się psychicznym oraz fizycznym nad innymi, o molestowaniu seksualnym, o tym, jak te przysłowiowe „dobre dzieciaki” potrafią dla zabawy niszczyć innym życie oraz dlaczego ludzie czasem zachowują się, jak skończone dupki. 13 powodów w zrozumiały i prosty sposób pokazuje, jak niektórzy nie mogą lub nie potrafią sobie radzić z rzeczami ostatecznymi. Pod tym względem, biorąc na warsztat otoczkę wizualną, przypomina Life is strange. Bywa w końcu, że ty – młody, wspaniały, król świata nie zdołasz zmienić wszystkiego i uratować ludzi, na których ci zależało. Nie ważne czy jesteś zwykłym chłopakiem ze szkoły, czy superbohaterem potrafiącym za pomocą zdjęć cofać czas. Ba! Bywa, że z powodu drobnego głupstwa lub pozornie niewinnego żartu sam wyrządzisz komuś krzywdę i będziesz musiał ponieść konsekwencje.

Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest wyszukany, głęboki – cokolwiek by przez to nie rozumieć – serial dla koneserów, który zgłębi meandry ludzkiej psychiki, jak to zrobił Jan Guillou w książce Zło. Wciąż mówimy o tej samej teen dramie, która bywa do bólu stereotypowa, przerysowana i naiwna, ale jak na gatunek, z którego 13 powodów się wywodzi, mierzy naprawdę wysoko (a im wyżej chce wejść, tym boleśniej później upada).

Można powiedzieć, że pierwsza część jest serialem psychologicznym o nastolatkach dla nastolatków. Bez trudnych słów, bez zbytniego zagmatwania. A jeżeli się przy tym przymknie oko na wyidealizowany świat szkolnych korytarzy, sztuczny podział na nerdów, kujonów, cheerleaderki i kapitanów szkolnej drużyny, którzy nawet kąpią się w kurtkach z jej logiem, to idzie zauważyć ile 13 powodów tak naprawdę ma sporo zalet. Począwszy od ścieżki dźwiękowej (między innymi Vance Joy, Joy Division, The Kills i The Cure), a na montażu, zdjęciach, aktorstwie i ciekawie zarysowanych bohaterach skończywszy. Fabuła oraz jej niekonsekwencja, to zupełnie inna para kaloszy.

Część #2: odcinki od dziewiątego do trzynastego

Rozłożenie historii o Clayu i Hannah na trzynaście epizodów mogło być całkiem niezłym pomysłem, choć niektóre wątki na siłę wydłużano. Miało to jednak swoje odzwierciedlenie w kompozycji, no wiecie tu trzynaście, tam trzynaście. Niestety od dziewiątego odcinka coś zaczęło się psuć tak strasznie, że aż zalatywało i to nie byle czym, bo sztucznym melodramatyzmem. O ile głupotki fabularny do tej pory pozostawały do przełknięcia, to jak w serialach bywa, czymś trzeba widza przy ekranie zatrzymać na kilka ostatnich odcinków. A nie ma silniejszego magnesu, niż mnożące się wszem i wobec intrygi, gwałty oraz morderstwa. W ten sposób z serialu psychologicznego dla nastolatków przeszliśmy do mrocznego thrillera dla niewymagających.

Wyraźna zmiana tonu przychodzi razem z brutalną sceną gwałtu. Tak, nie trzyjcie oczu. Dobrze czytacie. W tym momencie naprawdę zaczęłam się zastanawiać do kogo serial Netflixa jest skierowany. W dziewiątym odcinku po raz pierwszy pojawia się ostrzeżenie, które jasno wskazuje, że to produkcja dla dorosłych. Co więc z klimatem budowanym przez ostatnie kilka odcinków? Ta niekonsekwencja i udawanie czegoś więcej, czegoś prawdziwego, naturalistycznego i przede wszystkim okrutnego w cukierkowym świecie amerykańskiego liceum wypada groteskowo. 13 powodów wpada w zastawioną na siebie pułapkę. Aspirując do bycia ambitniejszą stroną teen dram, jednocześnie chwyta się rozwiązań trywialnych, a momentami wręcz kiczowatych. Z odcinka na odcinek przestajemy wierzyć w to, co widzimy i jedynie przyglądamy się z cynicznym uśmiechem, jaki niewiarygodny zwrot akcji scenarzyści wcisnęli tym razem.

Zachowania, które wedle Hannah miały być przyczyną samobójstwa z jednej strony budzą odrazę, gniew, zażenowanie, a z drugiej są zwykłymi zapychaczami fabularnymi, bo co znaczy upublicznienie poezji bez zgody autorki wobec gwałtu? Narracja jednak nie ustępuje i każda z taśm zachowuje porównywalny poziom dramatyzmu. Co jednak jeśli stawka musi wzrosnąć, bo punkt kulminacyjny daleko, a gwałt już był? Należy dodać kolejny, tylko jeszcze brutalniejszy. Wobec tego Hannah w swoim krótkim życiu jest szykanowana w szkole, jej półnagie zdjęcia dwukrotnie trafiają do internetu, zostaje ofiarą stalkingu, wiele razy jest molestowana, obserwuje z ukrycia gwałt na półprzytomnej przyjaciółce, jest pośrednią przyczyną wypadku drogowego, w którym ginie jej kolega, a na dodatek rodzice są zbyt zajęci problemami finansowymi, żeby zauważyć nieszczęścia córki. Przez to mnożą się absurdy, a nachalne wyciskacze łez psują obraz całości.

Nie lepiej mają się rozwinięcia poszczególnych wątków. Weźmy na przykład ten nieszczęsny stalking. Wyobraźcie sobie, że ktoś za wami łazi i pstryka pod oknem zdjęcia. Co robicie? Zastawiacie na niego pułapkę, ale ostatecznie o tym zapominacie, upijacie się, a jak robi wam kolejne dziwne zdjęcie i wrzuca do internetu, to po prostu wzruszacie ramionami i obrażacie się na świat. Nie? Tak myślałam. Tymczasem 13 powodów robi właśnie w ten sposób i traktuje się zupełnie serio.

Po drodze nawet Clay, którego początkowo kreowano na pozytywnego, wycofanego chłopaka, która zamiast pić i imprezować woli pomagać innym w nauce, zmienia się w byronicznego mściciela i zostaje ofiarą pragnienia zemsty za śmierć Hannah. W imię zasady oko za oko sam robi innym paskudne rzeczy, wścieka się, krzyczy i wali głową w ścianę, jakby lada chwila od słuchania kaset miał oszaleć. Od początku tej sytuacji człowiek się zastanawia czemu dowiedziawszy się o tożsamości domniemanego gwałciciela po prostu nie przekazał dowodów mamie, która jest prawnikiem. Fuck logic, i think.

Owszem, Clay sam znajduje się na jednej z taśm, ale co znaczy złamane serce zmarłej dziewczyny wobec barbarzyńskiego i w dodatku podwójnego przestępstwa? Wygląda, że wiele, bo bohaterów konsekwencje obu czynów przerażają na równi. Wyznania Hannah skłaniają ich do konspiracji i prób ukrywania nawet najmniej istotnego grzeszku. Jest to tak wymuszone i nieprawdopodobne, że nie sposób uwierzyć w ich motywację. W między czasie serialowi rodzice okazują się oderwani od rzeczywistości, a ich poziom rozgarnięcia jest bliski zeru. Do bólu stereotypowe zmartwione, ale łatwe do oszukania mamy, zapracowani ojcowie i domowe patologie są jedynie motorem napędowym kolejnych dramatów.

Im dalej tym mniej jest Hannah. Mniej sposobów na zajrzenie do głowy osoby cierpiącej na głęboką depresję i chęci zrozumienia, co może przeżywać. W 13 powodach każdy okazuje się postacią tragiczną, wszyscy chcą swoje pięć minut. Aż w pewnym momencie skali na tragediometrze zaczyna brakować. W konsekwencji wobec rangi cierpienia pozostałych bohaterów samobójstwo Hannah, ten kulminacyjny moment całej opowieści, zupełnie traci na znaczeniu. Moc sceny podcinania sobie żył i dramat państwa Bakerów po znalezieniu córki odchodzi w niepamięć wobec kufra wyładowanego bronią, który inny dręczony dzieciak trzyma w pokoju, wobec wściekłego na rzeczywistość chłopaka, który strzela sobie głowę i zgwałconej dziewczyny oraz jej ukochanego, który nie był dość silny, żeby temu zapobiec.

Podsumowanie

Wobec trudności podejmowania tematyki zaburzeń psychicznych, napaści seksualnych i dręczenia nie ma wiele dobrych tytułów, którym udałoby się przedstawić szkolne patologie w sposób właściwy. Czy 13 powodów jest jednym z chlubnych wyjątków? Przesłanie, które serial chciał nieść nie wybrzmiało, problem jednak został poruszony. Wygląda, że tyle wystarczyło, by w mediach społecznościowych zawrzało. Gdyby twórcy zdecydowali się w inny sposób przedstawić pewne rzeczy i skupili się przy tym na samej Hannah, z pewnością inaczej rozmawiałoby się o serialu na podstawie powieści Jaya Ashera. Szkoda, że cała dyskusja na temat samobójstw wśród młodzieży i próba przełamania pewnych schematów były tylko wstępem do stworzenia kolejnego sensacyjnego oglądadła. Co gorsza okazało się, że 13 powodów nie skończy się na jednym sezonie, obwieszczono już oficjalnie rychłe nadejście kolejnego. Także ten, tyle z poważnego podejścia do tematu.

  • Moja koleżanka chyba celnie podsumowała fabułę tego serialu: „To taka trochę , tylko że lepiej zrealizowana”. I coś w tym jest… Obejrzałam jeden odcinek, spodziewałam się dobrego thrillera, bo z reklamy nie można było zbyt wiele wywnioskować, ale się rozczarowałam :/

    • To „lepiej zrealizowana” powinno być kluczem, bo mimo wszystko 13 powodów Szkołą nie jest. Musiałoby naprawdę nisko upaść, żeby się zbliżyć do poziomu polskich seriali paradokumentalnych. 😀 Za pierwszym razem mnie też nie chwyciło, zrezygnowałam po 20 minutach, ale nuda pobudza wyrozumiałość i jakoś poszło. Myślę, że było warto. 🙂