Stare Królestwo, przewodnik po nekromancji i krykiecie

Na pewno każdy z was ma taką książkową serię, która skradła mu serce i na długo zagościła na półce. Zwykle są to tytuły poznane za dzieciaka lub w okresie licealnym. Wtedy zresztą najłatwiej zarazić się nowymi pasjami albo poznać nowe gatunki. Ja na przykład poznawałam wówczas fantastykę, za przewodnika mając gust literacki starszego brata. Pewnego dnia z tego gustu wyłonił się na horyzoncie, prężąc grzbiet na tle zachodzącego słońca, cykl fantasy Stare królestwo i został ze mną do dzisiaj. A że cykl to z lekka zapomniany i zmurszał, niemniej zachowując wszelkie walory ciekawej prozy, trochę wam o nim opowiem. Tekst będzie wolny od spoilerów, żeby nie psuć nikomu zabawy. Jeśli jednak najmniejsza nawet wzmianka na temat fabuły wywołuje w was atak paniki, lepiej od razu przejść do książek.

Było sobie Stare Królestwo

Stare królestwo to nazwa krainy leżącej po północnej stronie muru. Tak, to jedna z tych opowieści, w których pojawia się motyw muru, jako granicy oddzielającej to, co znane i zwyczajne od tego, co nieznane i magiczne. Z perspektywy mieszkańców mieszczącego się po południowej stronie granicy Ancelstierre (to także fantasy z trudnymi do wymówienia nazwami własnymi), tereny leżące za murem to mityczna, zakazana i w większości wypadków zapomniana strefa pełna niedomówień.

Autor pozujący z czwartą częścią cyklu, którą w Polsce dostanie pod tym samym tytułem i z logiem Wydawnictwa Literackiego
Autor pozujący z czwartą częścią cyklu, którą w Polsce dostanie pod tym samym tytułem, tylko z logiem Wydawnictwa Literackiego

Taki stan rzeczy ma rację bytu dzięki działaniom rządów obu krajów, ponieważ Ancelstierre, jak i Stare Królestwo, dbają o utrzymanie dobrych stosunków polityczno-gospodarczych. Dlaczego więc kraj na północy leży poza zasięgiem szarego człowieczka z południa? Ano dlatego, że jest to kraina diametralnie różna od znanego im świata, bo zamieszkana przez Wolną Magię, Kodeksy i wszelkie cholerstwo, które w związku z tym wylazło na światło dzienne, a przez to niebezpieczna.

Mapa Starego Królestwa i granicy z Ancelstierre

Jest to o tyle problematyczne dla Ancelstierrczyków, że dochodzą do tego różnice w rozwoju technologii. W Starym królestwie feudalizm, podział klasowy i arystokracja mają się dobrze, podczas gdy graniczące z nim bezpośrednio Ancelstierre przypomina Wielką Brytanię w okolicy 1939 roku. Mamy tam więc broń maszynową, autokary i samochody, aparaty telefoniczne, perfekcyjnie brytyjski krykiet, szkoły dla chłopców i dziewcząt z wyższych sfer oraz pustoszącą kontynent Wielką Wojnę. Niemniej autor wcale nie trzyma się realiów epoki, pozostając przy budowaniu klimatu, jak na opowieść toczącą się w zmyślonym świecie przystało.

Tutaj można by doszukiwać się jednego z wielu absurdów, który napotyka się w literaturze fantasty. Mianowicie podziału na krainy posiadające np. broń masowego rażenia oraz takie, które istniejąc równolegle dalej rozdają swoim wojskom buławy. Oczywiście sprawa do wyargumentowania o ile mówimy o odizolowanych terenach, jak na przykład było w przypadku Ameryki Płd. i Europy, a nie potęgach gospodarczo-politycznych na miarę XVI-wiecznej Anglii. Nix w zgrabny sposób uniknął pytania: „hola, hola! ale jak to?”, tworząc założenie wedle którego obecna w Starym Królestwie magia automatycznie i z miejsca destabilizuje każdą ancelstierreską technologię.

Jako że owa magia nie pozostaje bez wpływu na sąsiednie państwo cała strefa graniczna przypomina pole minowe, stworzone z myślą o odstraszaniu ciekawskich i powstrzymywaniu istot wolnej magii. To właśnie tam stare miesza się z nowym i stylistyka na pograniczu dieselpunk łączy z medieval fantasy. Takie nietypowy tygiel jest jednym z wielu ciekawych elementów konstrukcji świata, jaki oferuje Stare Królestwo. Zarówno za pierwszym czytaniem, jak i w trakcie powtórki niezmiennie podobali mi się żołnierze w ciemnozielonych mundurach, paradujący z kolczugą narzuconą na kramiona i mieczem u pasa oraz wszystko, co się z ich umagicznieniem wiąże. Żeby najlepiej wam zobrazować efekt, to jakby obserwować podoficera brytyjskiej armii z okresu II WŚ, ciskającego zaklęcia w nieumarłych wrogów.

Gdy idą zmarli, szukaj płynącej wody

Im dalej od muru tym świat mniej podobny do pełnego magii i potworów średniowiecza. Nie działa to jednak w obie strony i całe Stare Królestwo pozostaje pod wpływem sił, z których czerpie się zarówno jego potęga, jak i wszystkie kłopoty. Wykreowana przez Nixa magia nie jest jednorodna, ale nie ma tu także klasycznego podziału zaczerpniętego z RPG. Jest ona źródłem energii reprezentującym chaos, które legendarni Budowniczowie ukierunkowali dzięki Kodeksom. Ich powstanie to część fascynującej mitologii świata. Co prawda nie jest ona tak rozbudowana, jak chociażby ta obecna we Władcy Pierścieni czy Malazańskiej Księdze Poległych, ale autorowi udało się wykreować niezwykle żywy i barwny świat, którego nadnaturalna konstrukcja opiera się na… śmierci.

Okładki polskiego wydania pierwszych trzech tomów Starego Królestwa

Samą obecność Wolnej Magii można porównać do istnienia szóstego żywiołu. Podobnie jak ogień, niekontrolowana potrafi wyrządzić nieodwracalne szkody. Dlatego, na długo przed rozpoczęciem akcji Sabriel (pierwszej części cyklu), stworzono pięć Wielkich Kodeksów, symbolizujących ład i chroniących mieszkańców przed chaosem. Są jednak istoty, w tym niegodziwi ludzie, które zagrażają Przedwiecznemu Kodeksowi. Wolna magia jest w ich rękach narzędziem o nieograniczonej mocy, a jej uwolnienie oznacza zniszczenie wszystkiego, co dobre i piękne.

Są to zmarli lub żywi, którzy zaprzyjaźnili się ze śmiercią (nekromanci), przemierzający świat w swej potwornej postaci, by żerować na mieszkańcach i szerzyć nieumarłą zarazę. Tutaj Nix wprowadza do swojego cyklu elementy horroru, które sprawdzają się doskonale. Zmarli są w końcu istotami przerażającymi i zarówno bohaterowie, jak i czytelnik obawia się ich obecności. Jednocześnie nie przypominają oni klasycznych zombie, bo i posiadają inteligencję, a postać jaką przybierają niekoniecznie musi wiązać się z byciem powłóczącymi zwłokami. Na ten przykład w pierwszej części pojawia się jeden z Większych Zmarłych. Jest nim odautorski Mordikant, mordercza istota zaklęta w ciało stworzone z błota i krwi, zdolna poruszać się między życiem i śmiercią wedle woli.

Art przedstawiający Dziewiątą Bramę autorstwa Laury Tolton, LINK do reszty prac autorki

Główną i często jedyną ochroną przed zmarłymi jest pobliski strumień. Już dzieci uczy się wierszyka, który pewnego dnia może uratować im życie. Mówi on: gdy idą zmarli, szukaj płynącej wody. W Starym Królestwie motywy akwatyczne są wykorzystywane często i gęsto, a autor łączy za ich pomocą symbolikę z północy i południa. Woda jest więc symbolem zarówno życia (południe), jak i śmierci (północ). Największy wróg wszelkiego istnienia nie jest w stanie poruszać się po niej, o ile nie sprezentuje sobie skądś ogromnej ilości ziemi z grobów. Kiedy jednak zmieniają się pory roku, a jesień ustępuje zimie, wody jest coraz mniej i budzą się zmarli. Odzwierciedla się to w geografii Starego Królestwa, w którym wszystkie większe ośrodki miejskie mieszczą się jak najbliżej zbiornika wodnego.

Z motywem akwatycznym związany jest także bardzo ważny aspekt budowy świata przedstawionego, czyli śmierć rozumiana jako odrębna kraina. Jak autor ją sobie wyobraża? Jako rzekę. Rwącą i zdradliwą, która nieuważnych wciągnie w swe objęcia. Na pierwszy rzut oka widać tu inspirację grecką mitologią i przetworzenie dantejskiej koncepcji piekielnych kręgów. W Starym Królestwie duchy zmarłych płyną po śmierci wraz z prądem przez kolejne bramy, by raz na zawsze trafić do zaświatów. Jednak jak to bywa, nie zawsze wszystko okazuje się być ostatecznym i wiele duchów zwyczajnie nie przekracza dziewiątej i ostatniej bramy. Kiedy któryś z nich wraca wszechobecny huk wodospadu cichnie i wtedy należy zacząć się bać. A im dalej jakiś truposz siedział, tym mniej przypomina człowieka i większa z niego cholera. Stąd podział na mniejszych zmarłych (do piątej bramy) i prawdziwych skurczybyków (po piątej bramie).

Rodzinka Abhorsenów

Niebezpieczeństwa obcowania ze śmiercią nie odstraszają entuzjastów darmowego boosta plus dziesięć do mocy i tak oto wałęsają się po Starym Królestwie nekromanci oraz ich nieumarłe sługi. A kiedy bandyci rozrabiają, potrzeba w mieście szeryfa. Ta rola przypada Abhorsenom. Sama nazwa została zaczerpnięta z komedii Shakespeare’a zatytułowanej Miarka za miarkę. Autor w ogóle sporo bierze od starszego kolegi po piórze, bo na kartach Sabriel spotkamy między innymi postać noszącą imię błazna z komedii Jak ci się podoba. Wracając do naszego podziału na huncwotów i policjantów, to właśnie Abhorsenowie stoją na straży porządku, a kiedy obowiązek nagli rzucają wszystko i pędzą wypędzać zmarłych. Tytuł Abhorsena, bo tym właśnie jest, dziedziczy się z pokolenia na pokolenie i gdy przychodzi czas obecnego sztukmistrza, któryś z młodych przejmuje pałeczkę.

Art z okładki czwartej części cyklu pod tytułem Clariel, w tle widać stolicę Starego Królestwa

Do atrybutów każdego przyjaciela i nieprzyjaciela zmarłych należą: miecz, mocny żołądek i najważniejsze, czyli dzwonki. Nix w doskonały sposób łączy magię ze zmysłowym postrzeganiem, ponieważ zarówno jej kontrola, jak i ona, opiera się na dźwięku oraz smaku. Sam dźwięk odgrywa najistotniejszą rolę, ponieważ przynależy bardziej do elementów związanych z metafizyką, niż fizjologią. Do odstraszania zmarłych używa się fletów wiatrowych, do sterowania opartą na czarach technologią gwizdania, a wspomniane dzwonki pozwalają za pomocą odpowiedniego brzmienia wypędzać lub przywoływać zmarłych. Kolejną są to:

Ranna 

dzwonek służący do usypiania; daje słodki, niski dźwięk, po którym następuje cisza

Mosrael 

służy do budzenia, a jego używanie jest bardzo niebezpieczne, ponieważ działa niczym huśtawka, dzwoniącego wtrąca do śmierci, zaś słuchacza ciągnie do życia

Kibeth 

służy do przemieszczania się, jest trudny i pełen sprzeczności, ma wiele dźwięków i może zarówno dać zmarłemu swobodę, jak i poprowadzić go przez bramy śmierci

Dyrim 

melodyjny dzwonek o czystym i pięknym tonie, jest głosem, który zmarli często tracą, ale może również związać innym języki

Belgaer 

niesforny dzwonek, który lubi dzwonić po swojemu, potrafi przywrócić zmarłemu wolną wolę, jego pamieć i zwyczaje, ale również wyśliznąć się z dłoni i wszystko wymazać

Saraneth 

dzwonek o najniższym i najgłębszym tonie, wydający dźwięk mocy; służy do nakładania więzów i pęta zmarłych, zmuszając ich do podporządkowania się dzwoniącemu

Astarael 

to dzwonek ostateczny (od smutku i żałoby), służący do wypędzania; jeżeli dzwoniło się nim odpowiednio gnał wszystkich, w tym dzwoniącego, w odległe rejony śmierci

 

Tomy cyklu, które układają się w kolejność: Sabriel, Lirael, Abhorsen, Clariel, Goldenhand (piąty nie został przetłumaczony), nawiązują do tradycji przekazywania obowiązku ochrony Królestwa. Sugerują także inną istotą rzecz. Stare Królestwo to jeden z tych cykli, w którym główne skrzypce grają bohaterki. Zatrzymajmy się na chwilę przy części pierwszej, gdzie czytelnikowi przedstawiona zostaje Sabriel. Wychowana za murem w Ancelstierre, jako młoda dziewczyna zmuszona jest przejąć brzemię ojca i wyruszyć w głąb nękanej przez zmarłych krainy. Klasyczny schemat znany z wielu innych powieści Young Adult i nie tylko. Kwestia tego, jak autorowi udało się go rozwinąć.

Opowiadając o kobietach Nix nie boi się mówić o zmianach, jakie zachodzą w ich życiu nie tylko na poziomie psychologicznym, ale także fizjologicznym. Tak oto dostajemy scenę, w której wystraszona pierwszą menstruacją Sabriel udaje się w śmierć, by wezwać przyjaznego ducha zdolnego udzielić jej odpowiedzi na każde pytanie. Za to właśnie należą się autorowi gratulacje, bo udało mu się stworzyć ludzi z całym ich dobrodziejstwem inwentarza. Dzięki temu także relacje między bohaterami są wiarygodne, a chociaż romanse można przewidzieć od razu, to wobec wielu zalet łatwo przymknąć na nie oko. Dodatkowo Abhorsenowie mają kilku ciekawych towarzyszy, urozmaicających fabułę. W tym potężną istotę zaklętą w kota imieniem Mogget, czy Podłe psisko, wbrew nazwie wspaniałego przyjaciela.

Arty autorstwa Sebastian Ciaffaglione, przedstawiające bohaterów cyklu Gartha Nixa, które znalazły się na okładkach anglojęzycznego wydania
Arty autorstwa Sebastian Ciaffaglione, przedstawiające bohaterów cyklu Gartha Nixa, które znalazły się na okładkach anglojęzycznego wydania, LINK do całej twórczości autora

W każdej części czytelnik otrzymuje kobiecą bohaterkę z charakterem i umiejętnością używania mózgu, o co w wielu powieściach dla młodzieży ciężko. Trzymając się Sabriel, jest to dziewczyna odważna, ale nie krnąbrna. W sytuacji bez wyjścia potrafi podejmować trudne i bolesne dla niej decyzje, stawiając na pierwszym miejscu dobro Królestwa. Ani przez chwile nie jest przy tym irytująca i daleko jej do marysuowatości. Od urodzenia obcuje ze śmiercią, ale czuje wobec niej szacunek. Braku doświadczenia nie nadrabia umiejętnościami wyciągniętymi z dołu pleców, a pomysłowością i wewnętrzną siłą. Nie jest ona także klasycznym wybrańcem, a jedynie córką zmuszoną pomóc przypartemu do muru ojcu. Sama historia pierwszej części, to opowieść drogi. Podróż Sabriel z południa na północ to czas na zjednanie sobie sprzymierzeńców i zyskanie potężnych wrogów, ale także na poznanie własnych słabości i zmierzenie się z nimi.

Okładki starszego anglojęzycznego wydania, nie wiem jak wam, ale mi się bardzo podobają

Zarówno ona, jak i pozostałe bohaterki są osobami o odrębnych cechach charakteru, tak różnych, a jednak równie dobrze dobranych. Dla przykładu ekstrawertyczna Sabriel w kontynuacji zmuszona zostaje skonfrontować się należącą do Clyrów neurotyczną Lirael o przyjaznym, choć aspołecznym usposobieniu. Obie kobiety łączą więzy krwi, ale dzieli wszystko inne, ponieważ akcja drugiej części rozpoczyna się kilkanaście po lat po zakończeniu poprzedniego tomu. Wówczas znani nam bohaterowie są już dojrzali i nie dość, że mają na głowie ochronę królestwa, to jeszcze dorastające dzieci. W ten sposób autor pozostaje przy koncepcie powieści przeznaczonej dla nastoletniego czytelnika. Z książki na książkę przekazuje on na równi z dzwonkami, zaszczyt bycia protagonistą kolejnemu pokoleniu. Jednocześnie wprowadza także bohaterów męskich, między innymi syna Sabriel imieniem Sameth.

Podsumowanie

Stare królestwo, to jeden z tych cykli, do których wracam regularnie. Cenię go nie tylko za stylistykę, bohaterów czy budowę świata opartą na zarazem fascynującej i przerażającej śmierci. Wraz z upływem czasu odbiera się książki Nixa inaczej. Również niuanse poruszone między wierszami działają na wyobraźnie bardziej niż kiedyś. Wbrew pozorem pod fantastyczną otoczką Nix opowiada bardzo uniwersalną historię, która jest czymś więcej niż tylko rozrywką dla młodzieży. Szczególnie interesujące jest, jaki obraz ludzkiego społeczeństwa buduje w oparciu o toczącą się na południu od Ancelstierre wojnę. Zwłaszcza dziś wobec sytuacji na granicy serbsko-węgierskiej, zmienia się znaczenie muru, pod którym niczym zwierzęta idące na rzeź podrzucani są uciekający przed konfliktem uchodźcy. Ta analogia staje się jeszcze ciekawsza, jeżeli spojrzy, że trzy pierwsze części wydano w latach 1995-2001.

Bogate i niejednorodne uniwersum, które autor stworzył w Starym królestwie, to wyjątkowo ciekawe połączenie znanych i lubianych elementów. Jednocześnie każda z książek ma swoją własną tożsamość i stylistykę, a choć bywa, że cykl momentami zawodzi na polu fabularnym, to łatwo mu wybaczyć. Podoba mi się także prostota i bezpośredniość Nixa. To nie są wydumane, ani nawet mierzące w niebo książki. Forma w jakiej zostały przygotowane dotrze zarówno do młodych, jak i starych wyjadaczy. Jednocześnie uproszczenia, jakie dostosowano do oczekiwań tych pierwszych nie odbierają Staremu Królestwu wartości. Są to książki o przygodzie, poszukiwaniu tożsamości i rodzinie. Są to także opowieści mroczne, które za pomocą zła w antropomorficznym płaszczyku, pokazują mnogość postaw, jakie przyjmują wobec niego ludzie.

  • Agata Włodarczyk

    Ooo! Ostatnio wygrzebałam Sabriel z półki i ni cholery nie mogłam sobie przypomnieć, o czym była ta książka – a czytałam ją ze dwa razy w bliskim odstępie czasu. Chyba wrócę do tej serii 🙂

    • Z całego serca polecam, zwłaszcza, że druga część zdecydowanie najlepsza 😀